Moje życie składa się z nauki, pracy, seksu i snu. Tyle, że kolejność ta ulega ciągłym modyfikacjom.
RSS
środa, 11 listopada 2015
Bez beczki soli

Ludzie tak bardzo się jej boją. Boją się ją nazywać, jakby to słowo niosło huragan nieszczęścia.

 

Też się bałam, przez całe lata. Wydawało mi się nawet niestosowne wypowiadanie tych dwóch wyrazów jakoś przedwcześnie, bo przecież to się mówi, gdy się zjadło wspólnie beczkę soli.

Nieprawda. Bez beczki soli także można.

Są słowa zarezerwowane na specjalne okazje. Jedną okazję, może dwie, nie więcej.

Nieprawda.

A światło świec w niczym nie jest lepsze od kuchni ze zlewem pełnym brudnych naczyń. Albo zakupów w hipermarkecie.

Nie wiem, czym ona jest, jak ją zdefiniować. Zresztą zrobili to przede mną inni, dużo więksi – filozofowie, psycholodzy, fizycy.

Na pewno wiem jednak, że nie jest wieczna. Co mnie wcale nie przygnębia, ale powoduje, że jeszcze mocniej jestem tu i teraz, i jeszcze trochę w przyszłości. Bo nadzieja ją dodatkowo wzmacnia. No tę, jak jej tam, no, miłość.

23:17, niespieszna
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 października 2015
Wdzięczność

Kiedy jest mi bardzo, bardzo źle i znienacka odzywają się ludzie, którzy nie są mi jakoś specjalnie bliscy, a okazuje się, że myślą o mnie, troszczą się, chcą pomóc – czuję się bardzo, bardzo wdzięczna.

 

Nie ukrywam swoich problemów, ale też ich specjalnie nie manifestuję na zewnątrz, nie mam jednak oporów, by rozmawiać o sobie z ludźmi nie do końca bliskimi. Uważam jednak, że skrywanie uczuć i emocji niczego dobrego nie przynosi.  Nie będę znajomym opowiadać, jak to wszystko u mnie wspaniale, kiedy wspaniale nie jest. Zmilczeć, zmienić temat? Nie sądzę, by to było konieczne.

Jestem człowiekiem, staram się być człowiekiem dobrym i uczciwym. Chcę, by otaczali mnie podobni ludzie. Więc naprawdę nie widzę potrzeby, aby być kimś, kim nie jestem. Udawanie zawsze średnio mi wychodziło, może dlatego nie zostałam aktorką.  No i czasem zwyczajnie nie umiem sobie sama pomóc. W teorii doskonale wiem co i jak powinnam zrobić, w praktyce nie wychodzi.

Zostaje więc okno i ściana – do patrzenia przez cały dzień. Ale gdy pojawiają się ci, których najwyraźniej choć trochę – jako człowiek – obchodzę, porzucam swoją ścianę i okno, i powoli wstaję. Bardzo powoli. Zawsze to jednak bardziej rozwojowe niż ściana i okno. Nawet okno z widokiem na brzozę ;)

 

14:01, niespieszna
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 października 2015
Pokój furii

 Źle jest.  Targa mną zbyt dużo emocji, a nie znajduję sposobu, by dać im ujście. Czytałam ostatnio o pokoju furii – wynajmujesz pokój na pół godziny, za stosowną opłatą, i robisz w nim demolkę. Z tekstu wynikało, że do pokoju najczęściej trafiali ludzie, o których w ogóle nie pomyślelibyśmy, że mogą się w ten sposób zachowywać.  Powyższe uznałam za głupotę, bo przecież to właśnie ludzie, którzy na co dzień skrywają swoje furie, najbardziej potrzebują pozbyć się frustrujących emocji.

 

Ponieważ do pokoju furii mam za daleko i za drogo, strzelam własnymi garami i tłukę własne talerze przy muzyce, od której pękają w uszach bębenki. No dobra, wybieram te naczynia, których i tak chciałabym się pozbyć ; ) I wcale nie wstydzę się swoich emocji. Zawsze lepsze to niż komuś dać po głowie. Albo w pysk.

13:19, niespieszna
Link Komentarze (3) »
niedziela, 27 września 2015
Stabilzation

Coś się kończy, coś się zaczyna. Zaczęło.

 

Niby banał, ale wcale nim nie jest.

Po prostu życie.

Więc żyję sobie w swoim bałaganiarskim, artystowskim, jak je kiedyś określił mój kumpel, mieszkaniu, lata mijają, a ja wciąż jestem młoda, piękna i… wcale nie dużo mądrzejsza niż wcześniej. A może to jest właśnie recepta na nieprzemijalność? Rozwijam się zawodowo, naukowo, ale wciąż pozostaję fizycznie-emocjonalnie na poziomie,  na którym najlepiej mi się żyje.

I mimo wielu niedogodności chyba lubię to swoje nie do końca poukładane życie. Nie nudzę się w nim, niemal każdy dzień przynosi niespodzianki, jest dużo łez, ale i dużo śmiechu, nie wiem, co to długodystansowe plany, ale i nie mam w ten sposób poczucia stagnacji, a że stabilizacji też…?

No cóż, jak to powiedział świetny mówca, Jacek Walkiewicz, stabilizację to miał, kiedy mu wypadł dysk. A ponieważ ja też mam chory kręgosłup, o to ostatnie życzenie przestałam zabiegać.

 

 

 

 

00:50, niespieszna
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 lipca 2015
Lato!

Dobry czas za mną – dyplom na pięć, przeżyta miłość. I dziewięć beztroskich dni wakacji z zaskakującą przygodą pociągową w tle.

Przede mną znów intensywny czas. I być może znów pełen niespodzianek. Tego sobie życzę – żeby było mocno, jak najdłużej pachniało latem, a moje ciało i dusza miały się tak dobrze, jak na załączonych obrazkach z ostatnich dni :)



23:01, niespieszna
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 29 czerwca 2015
Radość nauczania

Nie sądziłam, że nauczanie ludzi dorosłych sprawi mi tyle satysfakcji. Dużo słyszałam o tym, jak trudna jest praca z dorosłymi, zwłaszcza z osobami starszymi, które mają swoje nawyki, upodobania, bywają zmienne, kapryśne i mocno krytyczne. No tak – ale kto z nas taki nie jest? Chyba tylko dzieci w bardzo wczesnej fazie dzieciństwa.

Wracając do uczestników moich warsztatów dziennikarskich – od początku było przyjemnie, choć lody między nami wyraźnie stopniały po wspólnym seansie filmowym. Film, który obejrzeliśmy, jest jednym z najważniejszych dla mnie filmów, choć terminem właśnie tej projekcji zarządził czysty przypadek. Nawet z lekką obawą spoglądałam w przyszłość – jak odbiorą go seniorzy? Czy będzie ich ciekawił, czy wzbudzi emocje, czy zechcą podzielić się nimi w postaci pisemnych recenzji?

Rzeczywistość przerosła moje oczekiwania: film dostarczył nam pola do długiej, ciekawej i ważnej dyskusji, do której wracaliśmy jeszcze na kolejnych zajęciach. Po wtóre: słuchacze UTW napisali piękne, mądre, wzruszające recenzje. Wszystkie udało mi się zamieścić w prasie, tu dwie pierwsze.

Cieszę się z sukcesów uczestników warsztatów. Cieszę się jeszcze bardziej, gdy dostaję informacje, że ludzie otwierają się, odważają na pisanie już nie tylko do szuflady. Że stają się uważni na słowo, ale też myśli łatwiej ubierają się im w słowa.

Bo to nieprawda, że trzeba skończyć wyspecjalizowane szkoły, kursy, żeby pisać. Wiedza w tym zawodzie (dziennikarza, literata) – owszem, jest potrzebna, ale tak samo ważne jest, aby ćwiczyć się w praktyce. Bo, powtarzając moją ulubioną sentencję, to właśnie trening czyni mistrza.

Jestem dumna z Was, Drodzy Państwo. Do zobaczenia w październiku :)



poniedziałek, 15 czerwca 2015
Pan Wiktor

Dziś dowiedziałam się o śmierci jednego z moich szefów. Wiadomość przyszła nagle, w ferworze studenckich spraw, zastała mnie z torbami zakupów w rękach, na korytarzu uczelni.

Musiałam zaraz lecieć do swoich spraw, ale wiadomość tę niosłam w sobie cały czas, i noszę nadal. To był wypadek, mówiły o nim media, nie oglądam tv, a w ostatnich dniach uwagę skupiłam na czytaniu lektur łatwych i przyjemnych w ramach odskoczni od natłoku obowiązków.

Trudno mi się pogodzić z tą wiadomością. Pana Wiktora znałam od prawie dekady. Tak o nim mówiłam, zawsze z dodatkiem „pan”, nawet rozmawiając o Nim z ludźmi, którzy Go nie znali.

W ostatnich latach widywaliśmy się przeważnie raz w miesiącu, w redakcji, w zeszłym roku za to niemal codziennie spędzaliśmy wspólnie poranny czas, dojeżdżając każde do swojej pracy. Rozmawialiśmy tak, jak rozmawia się z osobą lubianą, chociaż nie bliską. Pan Wiktor opowiadał mi o myślistwie, którego był miłośnikiem, ja Jemu o studenckich sukcesach, zawodowych planach. Przypominał mi trochę mojego Tatę – inteligentny, o wysokiej kulturze osobistej, prawdziwy dżentelmen. Cieszyłam się, widząc go co rano na przystanku tramwajowym.

Był sekretarzem jednej z gazet, dla których pracuję. Dobrym sekretarzem, bardzo dobrym. Zlecał mi sprawy, na których się znałam i potrafił ukierunkować, gdy nie wiedziałam, jak zabrać się do całkiem obcego mi tematu. Wiedziałam, że ceni moją pracę, chociaż był oszczędny w pochwałach. Raczej cichy i niewadzący nikomu. Mądry i dobry człowiek.

Nie będę kłamać, że myślałam o Panu Wiktorze każdego dnia. Ale od kilku już godzin nie potrafię o Nim zapomnieć. I tylko mam nadzieję, wiedząc i oglądając zdjęcia z tego strasznego wypadku, że jeśli cierpiał, to bardzo krótko.

Panie Wiktorze, nie zapomnę Pana.

 



23:09, niespieszna
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 listopada 2014
Dzisiaj

Czy można siedzieć prawie cały boży dzień przy komputerze, z piętrzącymi się wokół książkami, których część niemieszcząca się już na stole, zapełnia połowę podłogi i w efekcie całodniowej pracy napisać zaledwie jedną stronę tekstu? Można.

Czy można nie być z ww. powodu sfrustrowanym i nadal pokładać wiarę we własne możliwości? Można.

Bo są takie dni w tygodniu, jak śpiewała dawno temu Sipińska, gdy nic się nie układa. Nic oprócz miłości. Ta układa się wszędzie, przyzwoicie w prawie małżeńskim łóżku i mniej przyzwoicie poza łóżkiem też...

Nie martwię się więc, ale cieszę jesiennym dniem widzianym głównie zza okna, zapachem domowego obiadu, ukochanym mężczyzną się cieszę, własnym, jedynym i niepowtarzalnym dzieckiem cieszę się i nawet angielskim, który jeszcze leży odłogiem i sam się zapewne do jutra nie zrobi, ale nim też się cieszę, bo zawsze chciałam się go uczyć, a teraz mam okazję i dlatego (również) jestem szczęśliwa.

Jak mówi mój M., pewnie do jutra mi przejdzie i będę znów narzekać i pokrzykiwać na moich chłopaków, i gonić dzień do samego wieczora, ale póki co, jest dzisiaj, jest mi dobrze, dom ciepły, mam co jeść, co czytać i kogo kochać.





18:12, niespieszna
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 09 czerwca 2014
...

Jest ciepło, cicho, jest spokojnie. Brzoza za oknem, ta na wyciągnięcie ręki, lekko porusza listkami.

 

Lubię takie dni jak ten, jasne wieczory przeciągające się niemal w nieskończoność, aż zapadnie noc. Dotychczas lubiłam je sama, wydawały mi się wręcz stworzone do gloryfikowania ich w pojedynkę – tak, jak gdyby zaproszenie jeszcze kogoś mogło okazać się nietaktem i mogło zburzyć klimat tak delikatny jak trzepotanie drobnych liści na wietrze.

A teraz już nie lękam się towarzystwa drugiej osoby. Tej właściwej osoby – która nie zlekceważy a zrozumie, nie krzyknie, gdy należy milczeć, bo czuje podobnie jak ja.

To wielkie szczęście poznać taką osobę. Być z nią. Wspólnie żyć.

 

21:20, niespieszna
Link Komentarze (3) »
wtorek, 20 maja 2014
„I’m D...”*

Dobrze mi. Pomimo natłoku obowiązków, które się nie kończą, których wciąż przybywa. Sukcesy napawają mnie optymizmem, dają kopa do kolejnych działań. To, co nie wyszło, przyjmuję na klatę z pełną świadomością, ale bez frustracji. W końcu jestem tylko człowiekiem, a doba nie liczy więcej niż 24 h.

 

Cieszę się życiem. Przyjaźnią. Miłością. Dzięki nim jestem silna.

Dziękuję moim Trzem Dziewczynom z roku za świetne chwile spędzane na zajęciach, w przerwach od zajęć, w drodze do domu. Bez Was: Mil, San, Kin nie chciałoby mi się z takim entuzjazmem biegać codziennie na uczelnię.

Dziękuję mojemu Marcinowi – za przyjaźń, miłość, nieustającą troskę i wsparcie. Za to, że Jest.

 

P.S. Miałam pisać o naszej pierwszej wielkiej naukowej konferencji, na którą pojechaliśmy z Marcinem. O wrażeniach, emocjach, nieprzespanych nocach, księdze „bastraktów”, małych-dużych kłótniach wywołanych stresem, jaraniem się perspektywą nocy w klimatycznym pensjonacie, którą dokumentnie przespaliśmy, nie wykorzystując funkcji „małżeńskiego łóżka”, o uroczystej kolacji w szacownym gronie naukowców, o naszym tajemnym haśle przewodnim*, o nauce tanga, które również nie doszło do skutku, o nowych znajomościach...

To wszystko było dla mnie bardzo ważne i temu podporządkowałam ostatnie tygodnie. Ale bez Marcina nie byłoby tak dobre, energetyczne i nie przyniosłoby mi tak wiele radości i zadowolenia.

 

 

00:16, niespieszna
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 37
Tagi
Magda